federacja zielonych

www.zieloni.w.pl

Regulacja rzek i zabudowa terenów w ich sąsiedztwie oprócz zniszczenia naturalnych terenów przyrodniczych dolin rzecznych, na skutek przyspieszenia przepływu wody, szybszego odparowywania z np. zbiorników retencyjnych (w połączeniu z efektem cieplarnianym) prowadzi do niespotykanych klęsk powodzi i ogromnych strat. Tymczasem zachowanie naturalnego charakteru rzek, w tym przede wszystkim pozostawienie naturalnych TERENÓW ZALEWOWYCH (POLDERÓW) jest skuteczną , ekonomiczną i rozsądną metoda ochrony przeciwpowodziowej i równoczesnej ochrony przyrody.

ABY RZEKA BYŁA RZEKĄ czyli zachowywanie i przywracanie naturalności rzek DOCEŃ, SZANUJ, OBROŃ, OŻYW RZEKĘ - DLACZEGO NATURALNA RZEKA JEST LEPSZA OD "UREGULOWANEJ"

W Białymstoku przykładem zaniedbanych terenów jest projektowany Park Doliny Rzeki Białej, który mógłby być miejscem ochrony przyrody, rekreacji, wypoczynku, spacerów, korytarzem przewietrzającym miasto i oczyszczającym powietrze, tłumiącym hałas...

Przeciwko regulacji rzek... list do Ministra Środowiska w sprawie regulacji rzek, protest przeciwko rządowemu projektowi obszarów Natura 2000

Zaleje nas za 100 lat albo jutro (rozmowa Adama Wajraka z Januszem Żelazińskim) “Gazeta Wyborcza”, 13.08.2002 r. - REFLEKSJE I PODSUMOWANIE SYTUACJI PO WIELKIEJ POWODZI "STULECIA" 1997 r. (w tym porównanie sytuacji w innych krajach np. REN w Niemczech, USA...) -cytat za: www.fzgo.eko.org.pl/new/articles.php?id=85 *

Rzeka, przyroda i ludzie, czyli jak się robi powódź www.fzgo.eko.org.pl/new/articles.php?id=21 - Nie przypadkiem w Polsce Odra jako rzeka bardziej uregulowana niż Wisła częściej wylewa, powodując także większe szkody, szczególnie na obszarach "uregulowanych" i obwałowanych, które (jak np. w Krośnie Odrzańskim) kiedyś były terenami zalewowymi, a następnie (wbrew logice i prawom przyrody) zostały zabudowane...starsza zabudowa (rozsądnie usytuowana na skarpach i wyniesieniach przeważnie pozostaje bezpieczna...

Zapraszam do dyskusji i nadsyłania opinii na ten temat - e-mail: : fzbialystok@wp.pl

ABY RZEKA BYŁA RZEKĄ

www.odra.org.pl/pl/dzialania/962557818.shtml

czyli zachowywanie i przywracanie naturalności rzek (opis kampanii)

motto 1: Ludzie będą mieli dokładnie takie rzeki, jakie będą chcieli mieć.

motto 2: Uregulować rzekę to tyle, co ją zabić. Zabić w niej życie. Zabić jej dzikość. Zabić jej piękno.

Cel strategiczny

Ideałem ekologicznym jest, aby wszystkie rzeki były CAŁKOWICIE NATURALNE. W praktyce do tego ideału należy dążyć, ale można jedynie się przybliżać. A zatem celem strategicznym kampanii "Aby rzeka była rzeką" jest, aby rzeki były JAK NAJBARDZIEJ NATURALNE. Naturalność rzeki jest bowiem cechą podlegającą stopniowaniu. Inaczej mówiąc - rzeka może być mniej lub bardziej naturalna ( w idealnym przypadku - całkowicie naturalna).

DOCEŃ, SZANUJ, OBROŃ, OŻYW RZEKĘ

Istniejącą naturalność rzeki można obniżać, zachowywać lub podwyższać. W związku z tym (pomijam tu obniżanie naturalności rzeki, w czym specjalizują się hydrotechnicy i melioranci) w ramach kampanii "Aby rzeka była rzeką" można wyróżnić trzy TYPY DZIAŁANIA:

SZANUJ RZEKĘ - celem tego typu działania jest nieobniżanie (zachowywanie) istniejącej naturalności rzeki.

OBROŃ RZEKĘ - celem tego typu działania jest również zachowanie istniejącej naturalności rzeki, przy czym naturalność ta jest w tym przypadku konkretnie (np. regulacją) zagrożona.

OŻYW RZEKĘ - celem tego typu działania jest podwyższanie istniejącej naturalności (naturalizacja) rzeki.

Pozostaje jeszcze czwarty typ działania, który jest podstawą wszystkich wyżej wymienionych. Aby bowiem rzekę szanować, bronić czy ożywiać trzeba najpierw cenić jej naturalność, co wcale nie jest postawą powszechną, a może nawet jest postawą wręcz rzadk ą. Wielu ludzi uważa bowiem rzekę "ucywilizowaną" za cenniejszą od naturalnej, choć tak naprawdę jest odwrotnie.

DOCEŃ RZEKĘ - celem tego typu działania jest upowszechnianie przekonania, że rzeka naturalna stanowi dużą wartość, że naturalność rzeki jest cenna.

W wydaniu lokalnym ( w odniesieniu do konkretnej rzeki) wymienione wyżej hasła można uzupełnić o jedno słowo, czyli otrzymamy:

SZANUJ SWOJĄ RZEKĘ

OBROŃ SWOJĄ RZEKĘ

OŻYW SWOJĄ RZEKĘ

DOCEŃ SWOJĄ RZEKĘ

Plusy rzeki nieuregulowanej

Rzeka nieuregulowana ma w porównaniu z rzeką uregulowaną następujące zalety:

ma większą zdolność samooczyszczania (jest darmową samooczyszczalnią), zapewnia większą bioróżnorodność (jest lepszym, bo bardziej urozmaiconym siedliskiem), stanowi lepszy korytarz ekologiczny umożliwiający wędrówkę zwierząt, jest lepsza z punktu widzenia turystyki i rekreacji, jest atrakcyjniejsza krajobrazowo (po prostu ładniejsza), jest lepsza z punktu widzenia przeciwpowodziowego (po prostu woda wolniej spływa i ma się gdzie rozlać), jest lepsza z punktu widzenia przeciwdziałania suszy (po prostu woda wolniej spływa, a zatem jest dłużej zatrzymywana w środowisku). Uwaga:

Między punktami 6 i 7 nie ma sprzeczności. Wygląda to paradoksalnie, ale uregulowanie rzeki (a zwłaszcza jej wyprostowanie) z jednej strony sprzyja suszy, a z drugiej powodzi. Przyczyna jest jedna i ta sama - szybszy spływ wody. Przy stanach wysokich - szybszy spływ wody do niżej położonego odcinka rzeki sprzyja gwałtowniejszemu jej tam nagromadzeniu. Mówiąc inaczej - następuje PRZERZUCANIE POWODZI na niżej położony odcinek rzeki. Przy stanach niskich - szybszy spływ wody powoduje szybszą jej ucieczkę z danego terenu, czyli wysusza.

Plusy roślinności nadrzecznej

Drzewa i krzewy nadrzeczne spełniają następujące funkcje:

stanowią naturalny filtr chroniący przed spływem zanieczyszczeń do rzeki (darmowa samooczyszczalnia), stanowią siedlisko dla zwierząt, stanowią korytarz ekologiczny, sprzyjają rekreacji, uatrakcyjniają krajobraz, umacniają brzegi. Podsumowanie plusów Nieuregulowana i nie pozbawiona roślinności nadbrzeżnej rzeka ma tyle plusów, że można powiedzieć, iż na regulacji i wycince tracą wszyscy - i ludzie, i przyroda. Kto więc zyskuje? Zyskują projektodawcy oraz wykonawcy regulacji i wycinki, czyli lobby hydro techniczne.

Niszczenie naturalności rzek (sposoby)

Naturalność rzek niszczona jest przez:

  1. zanieczyszczanie,
  2. zaśmiecanie,
  3. nadmierny pobór wody,
  4. wydobycie kruszywa,
  5. zaporyzację (przegradzanie rzek zaporami),
  6. regulację,
  7. wycinanie drzew i krzewów nadrzecznych,
  8. niszczenie naturalnej retencji zlewni (w tym lasów).

Niszczenie naturalności rzek (sprawcy)

Sprawcą niszczenia naturalności rzeki może być każdy. Kierowca myjący w rzece samochód. Turysta czy miejscowy zostawiający na brzegu lub wrzucający do rzeki śmieci. Nie każdy jednak może niszczyć naturalność rzeki na każdy sposób. Przecież nie każdy po zwolić sobie może na regulację rzeki, budowę zapory czy wycinkę nadrzecznej roślinności. Tym w naszym kraju zajmują się wyspecjalizowane urzędy, a w szczególności Okręgowe Dyrekcje Gospodarki Wodnej (ODGW) - podległe Ministerstwu Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Wojewódzkie Zarządy Melioracji i Urządzeń Wodnych (WZMiUW) - podległe Ministerstwu Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Wymienione urzędy razem z wykonawcami i projektodawcami prac hydrotechnicznych tworzą grupę, którą nazwać można HYDROTECHNICZNYM LOBBY.

Kierunki działania kampanii

Z wymienionych wyżej sposobów niszczenia naturalności rzek wynikają KIERUNKI DZIAŁANIA kampanii, których jest dokładnie tyle, ile sposobów niszczenia naturalności. W każdym z kierunków możliwe są dwa podane wcześniej typy działań - zapobieganie obniżaniu naturalności danym sposobem niszczenia (działania typu "obroń rzekę") oraz podwyższanie naturalności obniżonej danym sposobem niszczenia (działania typu "ożyw rzekę").

Sposoby i płaszczyzny działania

Kampania prowadzona jest i będzie wszelkimi legalnymi i dostępnymi sposobami. Szczegółowe ich wyliczenie nie jest potrzebne. Warto jednak zwrócić uwagę, że działania muszą być wielopłaszczyznowe. Wyróżnić tu można:

  1. płaszczyznę edukacyjną,
  2. płaszczyznę publicystyczną,
  3. płaszczyznę prawną,
  4. płaszczyznę interwencyjną.

Swoistą cechą kampanii "Aby rzeka była rzeką" jest TWORZENIE OGÓLNEGO KLIMATU przychylnego naturalności rzeki (Dzika rzeka nie jest zła),a nieprzychylnego tej naturalności niszczeniu (Nie zabijaj rzeki "cywilizacją"). Wszystko to sprowadzić można do działania typu - DOCEŃ NATURALNOŚĆ RZEKI.

Czas trwania kampanii

Kampania będzie długotrwała. Problem jest trudny z uwagi na siłę lobby hydrotechnicznego w Polsce oraz tkwiący mocno w powszechnej świadomości pogląd, że rzeki należy "cywilizować". Mało kto zastanawia się - po co? I czy tych (ogromnych) pieniędzy wydawanych (ze szkodą dla środowiska) na "cywilizowanie" rzek nie można wydawać mądrzej?

Pilność ochrony naturalności rzek

Naturalność rzek jest w tej chwili w Polsce szczególnie zagrożona. Po powodzi w lecie 1997 roku nacisk na niszczenie naturalności rzek wzmoże się. Obawiam się, że regulacje, zapory i wycinka będą uważane (choć niesłusznie) za główne, a może nawet za jedyne "lekarstwo" przeciwpowodziowe. Stąd wynika pilna konieczność przeciwstawienia się spodziewanej "fali" regulacji, zaporyzacji i wycinki.

Pozytywny charakter kampanii

W tym miejscu z góry pragnę odeprzeć spodziewany zarzut, że kampania jest "negatywna" (czytaj gorsza od "pozytywnej"), bo zawiera element przeciwdziałania, czyli negowania. Ten niedorzeczny, choć często spotykany zarzut przeszkadza bronić wartości - tak jakby ten, kto przeciwstawia się złu tylko z tego powodu stawał się zły (jest zły, bo jest przeciw złu).

Pominąwszy absurdalność tego rozumowania zwracam uwagę, że kampania "Aby rzeka była rzeką" jest na wskroś pozytywna, bowiem - przypominam - jej celem strategicznym jest, aby rzeki były jak najbardziej naturalne, co jest wartością wybitnie pozytywną. A że naturalność rzek jest zagrożona z różnych stron, to przeciwdziałanie tym zagrożeniom jest konieczne i ma charakter obrony ekologicznego dobra (działanie typu "obroń rzekę"). Poza obroną ekologicznego dobra kampania zawiera elementy tego dobra pielęgnacji (działanie typu "szanuj rzekę") oraz jego tworzenia (działanie typu "ożyw rzekę").

Przebieg kampanii

Kampania "Aby rzeka była rzeką" jest prowadzona już kilka lat, choć bez nazwy i w sposób niesformalizowany oraz indywidualnie i środkami publicystycznymi. Publicystyka pozostaje nadal ważną, choć już nie jedyną formą prowadzenia kampanii. Na początku tego roku powstał Ruch na rzecz Naturalności Rzek (RNR), który ściśle współpracuje z Fundacją Wspierania Inicjatyw Ekologicznych z Krakowa.

Zainteresowanych nawiązaniem współpracy proszę o kontakt. Adres: Ruch na rzecz Naturalności Rzek (RNR), ul. Sławkowska 12, 31-014 Kraków, tel./fax (012) 422 22 64,

Stanisław Zubek Ruch na rzecz Naturalności Rzek (RNR) krakow@fz.most.org.pl

Zobacz także:

KAMPANIA "CZAS NA ODRE"

www.odra.pl

www.odra.pl//index

WYBRANA BIBLIOTEKA ELEKTRONICZNCYH ARTYKUŁÓW NA TEMAT RZEK

www.odra.org.pl/cgi/map.cgi?lg=pl

OBLICZA RZEKI - GALERIA ODRZAŃSKA

www.galeria.odra.org.pl

ATLAS TERENÓW ZALEWOWYCH ODRY

www.atlas.odra.org.pl/pl/index.html

ABC hydrotechnicznej blondynki www.odra.org.pl/pl/artykuly/962555697.shtml

Warszawa, 29 marca 2004 r.

Panie Ministrze Środowiska

W imieniu organizacji pozarządowych i instytucji zwracamy się do Pana z apelem o powstrzymanie wszystkich nieuzasadnionych prac regulacyjnych, jakie są prowadzone bądź planowane na polskich rzekach i potokach.

W ostatnim czasie, pod pretekstem ochrony przeciwpowodziowej niszczy się dziesiątki dolin rzecznych - prostuje i pogłębia koryta, betonuje brzegi, wycina roślinność. Większość niszczonych dolin ma bardzo wysokie walory przyrodnicze, niektóre zostały zakwalifikowane do europejskiej sieci Natura 2000. Doliny rzek nieuregulowanych, płynących przez obszary niezurbanizowane, znacząco przyczyniają się do ograniczenia powodzi. Sąsiadujące z tymi rzekami naturalne tereny zalewowe retencjonują olbrzymie ilości wody, spowalniając odpływ i obniżając falę powodziową. Opisywane regulacje, prowadzone ze środków na usuwanie skutków powodzi i ochronę przeciwpowodziową (m.in. pożyczka z EBI, dotacja z programu Phare Odbudowa) nie tylko nie zwiększają bezpieczeństwa powodziowego, a wręcz przeciwnie - zwiększają ryzyko wystąpienia oraz wielkość wezbrania, znacznie zwiększając zagrożenie terenów położonych poniżej.

Domagamy się aby, na wzór Niemiec, Holandii i innych krajów Unii Europejskiej, dokonać szczegółowej weryfikacji planowanych inwestycji i tzw. prac utrzymaniowych na wszystkich ciekach, łącznie z takimi rzekami jak Wisła, Odra czy Bug oraz zaniechać wszelkich prac, które nie poprawiają bezpieczeństwa powodziowego. Apelujemy o stworzenie mechanizmów, które zapobiegną podobnym zagrożeniom w przyszłości, szczególnie w obliczu pojawienia się dużych środków w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego.

Wierzymy, że interwencja Pana Ministra zapobiegnie marnotrawieniu publicznych pieniędzy i przyczyni się do zachowania wielu cennych dolin rzecznych - z korzyścią dla ludzi i przyrody.

Z wyrazami szacunku Ireneusz Chojnacki Dyrektor WWF Polska

W załączeniu: Lista organizacji i instytucji, które podpisały się pod apelem

From: Magdalena Pachocka To: Sent: Friday, March 26, 2004 7:47 PM

Subject: list do ministra w sprawie regulacji rzek

Szanowni Państwo!

W ostatnim czasie docierały do nas doniesienia o nagminnie prowadzonych pracach regulacyjnych na małych rzekach i potokach. W nawiązaniu do tej sprawy przygotowaliśmy list otwarty do Ministra Środowiska z prośbą o interwencję. Chcielibyśmy, żeby podpisały się pod nim wszystkie zaangażowane organizacje. Przesyłamy Państwu ten list z prośbą o dodanie swoich uwag i komentarzy, lub wyrażenie zgody na obecną postać listu.

Uprzejmie proszę o przesłanie do mnie MPachocka@wwf.pl Państwa uwag i/lub akceptacji Waszej organizacji (...)

Z wyrazami szacunku Magdalena Pachocka WWF Polska Światowy Fundusz Na Rzecz Ochrony Przyrody

WWF Polska Światowy Fundusz Na Rzecz Przyrody ul. Wiśniowa 38 02-520 Warszawa Tel: +48 22 849 84 69 Fax: +48 22 646 36 72 www.wwf.pl

WWF Polska wraz z Klubem Przyrodników i Polskim Towarzystwem Ochrony Przyrody "Salamandra" zaprotestował w liście do Głównego Konserwatora Przyrody Ewy Symonides przeciwko usunięciu z projektu rządowego obszarów do programu Natura 2000 dużych dolin rzecznych oraz nie ujęciu w wystarczającym stopniu polskich zasobów gatunków i siedlisk przyrodniczych z Załącznika I i II Dyrektywy Siedliskowej.

Treść listu będzie dostępna na stronie internetowej WWF Polska pod adresem: http://www.wwf.pl/news.php www.wwf.pl/0403261934_newspl.php

Katarzyna Nowak Project Development/Natura2000 WWF Polska Światowy Fundusz Na Rzecz Przyrody ul. Wiśniowa 38 02-520 Warszawa Tel: +48 22 849 84 69 Fax: +48 22 646 36 72 www.wwf.pl

 W Białymstoku przykładem zaniedbanych terenów jest projektowany Park Doliny Rzeki Białej, który mógłby być miejscem ochrony przyrody, rekreacji, wypoczynku, spacerów, korytarzem przewietrzającym miasto i oczyszczającym powietrze, tłumiącym hałas...

www.rower.bialystok.pl/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=35

Niestety, póki co rzeka przypomina kanał, zabudowywany rurami, liniami energetycznymi, na nielicznych fragmentach rzeka otoczona jest terenami parków lub (najlepiej) NATURALNEJ ZIELENI, będącej nie tylko "płucami miasta" lecz siedliskiem i ostają przyrody (m.in. tak uwielbianych przez białostoczan ...kaczek). I chociaż nawet nazwa "Białystok" wywodzi się od rzeki ("biały to niegdyś: "czysty" a dawniejszy "stok" oznacza dzisiejszy potok). Tymczasem, zgodnie z zasada "zrównoważonego rozwoju" tereny zielone powinny zajmować co najmniej do 30% powierzchni. Jak pokazują doświadczenia Stowarzyszenia Federacja Zielonych w Białymstoku z prowadzenia programu "ZIELONY TELEFON", SYTUACJA NIE ZMIENI SIĘ bez zmiany i reformy obecnego systemu gospodarczo - społeczno - politycznego, charakteryzującego się nagminnym łamaniem prawa, bezsensownym i ze szkodą społeczna wydawaniem środków publicznych (np. pieniędzy z Miejskiego Funduszu Ochrony Środowiska na niszczenie nadrzecznej roślinności i niszczenie naturalnych siedlisk zwierząt), fikcyjnością i tolerancją bezprawia przez instytucje rządowe, samorządowe i tzw. "demokracji" przedstawicielskiej (np. Rada Miasta Białegostoku), zamierzonym brakiem troski, celowym zaśmiecaniem i zanieczyszczaniem rzeki i krajobrazu - poprzez np. decyzje o lokalizacji linii energetycznych w sąsiedztwie rzeki, brakiem ciągłości ochrony terenów zielonych wzdłuż całej rzeki, odprowadzanie do rzeki nieoczyszczonych ścieków, w tym m.in. wód opadowych z dróg i parkingów, z zawartością m.in. pozostałości metali ciężkich ze spalin samochodowych, substancji oleistych i ropopochodnych, soli itp. (komentarz: www.zieloni.w.pl).

Międzyszkolny projekt "Miasto nad rzeką Białą" realizowany przez Społeczne Gimnazjum nr 7 w Białymstoku

www.bialka.most.org.pl/aktualnosci.html

www.bialka.most.org.pl

Zaleje nas za 100 lat albo jutro (rozmowa Adama Wajraka z Januszem Żelazińskim) “Gazeta Wyborcza”, 13.08.2002 r. - REFLEKSJE I PODSUMOWANIE SYTUACJI PO WIELKIEJ POWODZI "STULECIA" 1997 r. (w tym porównanie sytuacji w innych krajach np. REN w Niemczech, USA...) -cytat za: www.fzgo.eko.org.pl/new/articles.php?id=85 *Dr inż. Janusz Żelaziński, inżynier budownictwa wodnego, hydrolog, autor 80 publikacji z dziedziny, hydrologii, gospodarki wodnej, teorii sterowania, był współautorem ekspertyz dla sejmowej komisji ochrony środowiska dotyczących ochrony przeciwpowodziowej Wrocławia po powodzi w 1997 r. oraz oceny wpływu Zbiornika Czorsztyńskiego na ochronę przeciwpowodziową.

Plany są takie, że zbiornik raciborski ma ułatwiać podwyższanie na jesieni wody w Odrze w celach żeglugowych. Oznacza to, że w lecie - kiedy mogą zdarzyć się największe powodzie - zbiornik, zamiast pozostawać pusty, będzie zbierał wodę.

Powódź sprzed pięciu lat pokazała, że wały i zapory nie ochronią nas, gdy nadejdzie naprawdę wielka woda. Ona przelewa się, przerywa wały i wdziera się z siłą górskiej rzeki - wtedy nie ma czasu na ratunek. Dlatego zamiast odgradzać wodę od człowieka, sensowniej i taniej jest odsunąć człowieka od wody - z hydrologiem Januszem Żelazińskim - rozmawia Adam Wajrak.

Powódź na Odrze w 1997 r. była katastrofą, straty po powodzi w zeszłym roku są niewiele mniejsze. Co rok Polska zamiera w oczekiwaniu na kolejną powódź. Nie potrafimy ujarzmić rzek? Nie mamy dość pieniędzy na zapory i wały?

Janusz Żelaziński: Raczej zbytnio wierzymy w skuteczność wałów i zapór, a ta wiara jest złudna.

Przecież w 1997 r. rząd ogłosił, że tama w Czorsztynie spełniła swoją funkcję. Uchroniła przed powodzią dolinę Dunajca, nawet Kraków.

- Prawda jest taka, że tama w Czorsztynie uchroniła jedynie niżej położone budynki w kilku miejscowościach poniżej zapory, może jeden most i niektóre odcinki szosy między Krościenkiem a Łąckiem. Jeżeli tamę w Czorsztynie wybudowano tylko po to - koszty są niewspółmierne do korzyści. Za pieniądze utopione w tej zaporze moglibyśmy przenieść zagrożone budynki i drogę trochę wyżej, a na dodatek postawić właścicielom wywłaszczonych nieruchomości budynki o o wiele wyższym standardzie.

Jak to?

- Zapora i zbiornik w Czorsztynie zbierają wody z tatrzańskiej części zlewni Dunajca o powierzchni około 1000 km kw., ale zlewnia tej rzeki poniżej zapory, w Nowym Sączu - pierwszej dużej miejscowości w dolinie Dunajca poniżej zapory, ma już 4360 tys. km kw. Oznacza to, że zbiornik czorsztyński nie ma żadnego wpływu na wielkość fali powodziowej, która powstaje w zlewni poniżej zbiornika w Gorcach, Beskidzie Sądeckim i Beskidzie Wyspowym i przechodzi przez takie miasta jak Stary czy Nowy Sącz, o Krakowie nie wspominając. Dunajec uchodzi do Wisły kilkadziesiąt kilometrów poniżej Krakowa i wypowiedzi w mediach o "uratowaniu Krakowa przez zbiornik czorsztyński" świadczą o nieznajomości geografii na poziomie elementarnym. Tak też było w 1997 r. Owszem, zbiornik zmniejszył szkody powodziowe w kilku miejscowościach, ale poniżej niego na skutek bardzo dużych opadów uformowała się druga fala powodziowa, która spowodowała bardzo duże zniszczenia w dolinach dopływów Dunajca Ochotnicy i Kamienicy oraz w okolicach Starego i Nowego Sącza. Niektóre miejsca wyglądały jak po bombardowaniu.

Jednak bez zbiornika mogłoby być gorzej?

- Nie sądzę. Na zamówienie sejmowej komisji ochrony środowiska przygotowaliśmy wraz z Panami Erykiem Bobińskim i Andrzejem Kadłubowskim z IMGW symulację komputerową ówczesnej sytuacji powodziowej. Założyliśmy, że zbiornika czorsztyńskiego nie ma. I co się okazało? Fala powodziowa na wysokości Nowego Sącza byłaby zaledwie o 5 cm wyższa! 5 cm to żadna wartość, granica błędu. A to wysokość fali decyduje np. o zagrożeniu, o tym, czy przeleje się przez wały, czy nie. Nikt nie podważył tej ekspertyzy, choć wszyscy na około powtarzają, że zbiornik czorsztyński coś uratował.

To może mamy po prostu za mało zapór? Może powinno się budować ich więcej?

- Żeby skutecznie bronić się przed powodziami, trzeba by na górnej Wiśle zbudować 50 zbiorników wielkości takiej jak czorsztyński. Przecież to nierealne, nikt nie udźwignąłby kosztów podobnej inwestycji, przesiedleń ludzi, bo te tereny są gęsto zaludnione.
Większość polskich zbiorników, m.in. Czorsztyn, to zbiorniki wielozadaniowe. One nie czeka
ją puste na falę powodziową. Zwykle jest w nich spiętrzana woda do innych celów, np. do produkcji energii. Oznacza to, że zapas, jaki mają, aby przejąć falę powodziową zwany rezerwą powodziową, jest niewielki. Pojemność Czorsztyna to 250 mln m sześc. A rezerwa powodziowa, czyli fala, jaką może złapać, to 50 mln m sześc. Oczywiście można opróżniać zbiornik, ale powódź to tak nagły kataklizm, że nie ma na to czasu.

Są kraje, które stać na takie zapory i wały. One mogą czuć się bezpiecznie?

- Nie ma takich krajów. Przynajmniej w Europie i Ameryce. Na terenach słabo zaludnionych i w krajach rozwijających się powstają oczywiście zbiorniki giganty, które są w stanie pomieścić całoroczny lub kilkuletni dopływ z rzeki. Zbiornik utworzony na Nilu przez zaporę w Asuanie ma pojemność 157 km sześc., podczas gdy średnioroczny dopływ Nilu wynosi około 72 km sześc. Ten zbiornik rzeczywiście może złapać nawet największą falę powodziową, tyle że ma on 500 km długości i zajmuje powierzchnię ponad 5 tys. km kw. Budowa czegoś takiego wiąże się z wysiedleniami na olbrzymią skalę. Konsekwencje społeczne, ekonomiczne, no i oczywiście ekologiczne budowy takich gigantów są nie do przełknięcia dla żadnego demokratycznego i cywilizowanego państwa. W Polsce w przełomie Wisły, w okolicach Kazimierza, miał powstać zbiornik o pojemności około 1,5 km sześc., ale nawet w latach 70. uznano to za niedorzeczny pomysł właśnie ze względu na gigantyczne koszty, w tym wywłaszczenia.

W Stanach Zjednoczonych istnieją olbrzymie budowle hydrotechniczne, które chyba spełniają swoje zadanie i chronią przed powodziami?

- Czyżby? Na Missisipi wybudowano 29 stopni wodnych, głównie na odcinku powyżej połączenia z Missouri. Do tego doszło 36 olbrzymich zbiorników wodnych na dopływach Missisipi. Na tysiącach kilometrów wzniesiono obwałowania, o których my nie możemy nawet śnić. I co z tego? Po ośmiu miesiącach obfitych opadów w 1993 r. przyszła taka fala powodziowa, że olbrzymie wały zaczęły pękać na długości setek kilometrów. Woda zalała tereny rolnicze o obszarze 5 mln ha. Zniszczeniu i uszkodzeniu uległo 40 tys. budynków, 47 osób zginęło, a prawie 40 tys. trzeba było ewakuować. Straty obliczono na 15 mld dol. Na Missisipi wały przerywane są średnio co 30 lat. Rozwój infrastruktury w ciągu 30 lat powoduje na terenach, które te wały mają chronić dziesięciokrotny wzrost szkód w czasie kolejnej powodzi.

Missisipi to olbrzym. Może nasze rzeki da się ujarzmić? Przecież mówi się, że katastrofalne powodzie to efekt tego, że nigdy nie mieliśmy funduszy na regulację Odry czy Wisły.

- Doświadczenia zachodnie pokazują, że to błędne rozumowanie. Regulacje rzek - które zwykle miały służyć rzecznemu transportowi - nie zmniejszają zagrożenia, one zwiększają ryzyko powodzi! Na przykład Ren. Próbowano go ująć w karby od stuleci. Najpierw wznoszono obwałowania, a potem zaczęto go "prostować". Odcinano meandry i regulowano koryto. Długość tzw. górnego Renu, czyli odcinka poniżej Bazylei, skrócono z 354 do 273 km. Na Renie mamy też osiem stopni wodnych, których zadaniem jest produkcja energii i ułatwianie żeglugi. Do tego doszły potężne budowle hydrotechniczne na dopływach rzeki. Obszar naturalnie zalewany przez Ren został zmniejszony - głównie odcięty przez wały i zabudowany - i skurczył się z 1000 do 140 km kw. Ren nazywany jest sztuczną rzeką. Efekty są tragiczne. Czas przepływu fali powodziowej na odcinku Bazylea - Karlsruhe zmniejszył się z 64 do 23 godzin. Woda po prostu tam gna. Na dodatek to olbrzymia woda. Regulacja sprawiła, że największy chwilowy przepływ wody pojawiający się w czasie powodzi na wysokości Kolonii zwiększył się o 800 m sześc. na sekundę - to tak jakby poza wodą Renu zaczęła tam płynąć jeszcze ilość wody prowadzona przez dolną Wisłę w przeciętnych, nie powodziowych warunkach.
Częstotliwość
powodzi też się zwiększyła. Maksymalny poziom wody, który zdaniem badaczy z początku XIX w. miał zdarzać się raz na sto lat, dziś pojawia się co 30-40 lat. Olbrzymia powódź w grudniu 1993 r. zalała Koblencję, Bonn i Kolonię. Miała to być powódź stulecia. Jednak 13 miesięcy później, w styczniu 1995 r., przyszła kolejna, jeszcze większa. Pod wodą znalazła się nawet starówka w Kolonii. Niemcy kosztem setek milionów euro starają się teraz przywrócić tereny zalewowe Renu. W końcu ktoś tam doszedł do wniosku, że to pewniejsze zabezpieczanie przed powodziami niż nowe wały i zapory. Kolejny przykład uregulowanej i wylewającej rzeki to Odra, którą już w XVIII w. skrócono z 1020 do 860 km i odcięto wałami od lewobrzeżnej niziny tzw. Łęgów Odrzańskich - terenów zalewowych o powierzchni 800 km kw.
Jeszcze przed wojną na Odrze powstały zbiorniki: Turawa, Dzierżno i Otmuchów oraz kilkanaście mniejszych. Po wojnie doszły zbiorniki: Nysa, Mietków i Dobromierz.

Tamy i wały nie zabezpieczają nas przed niczym? To chyba przesada?

- Owszem, zbiorniki, wały i wszelkie inne zabezpieczenia znakomicie zabezpieczają nas przed powodziami małymi i średnimi. Natomiast zawodzą podczas wielkich powodzi. Tak właśnie zawiodły nas w czasie powodzi w 1997 r. wielkie zbiorniki na Nysie Kłodzkiej - one po prostu szybko się przepełniły. Powtarzam: większość naszych zbiorników jest wielozadaniowa i ma mały zapas na wypadek powodzi, do tego zlewnie rzek poniżej zbiorników są zwykle kilkakrotnie większe od zlewni powyżej zbiorników. Jedynym zbiornikiem, którego rola w zapobieganiu powodzi może być poważna, jest projektowany zbiornik w Raciborzu. Głównie dlatego, że Odra poniżej tego zbiornika na odcinku 140 km nie ma dużych dopływów. Poza tym tam są tereny gęsto zaludnione. Ale ten zbiornik może chronić przed powodzią pod warunkiem, że nie będzie wielozadaniowy. Niestety, plany są takie, że zbiornik raciborski ma ułatwiać podwyższanie na jesieni wody w Odrze w celach żeglugowych. Oznacza to, że w lecie - kiedy mogą zdarzyć się największe powodzie - zbiornik, zamiast pozostawać pusty, będzie zbierał wodę. Wały mogą być niebezpieczne, jeśli są blisko rzeki. Im szerszy obejmują teren, na którym rzeka może się swobodnie rozlać, tym mniejsze prawdopodobieństwo ich przerwania. Czasami nawet brak wałów może mieć zbawienne skutki. W czasie powodzi w 1997 r. Odra swobodnie rozlała się między Chałupkami a Koźlem, bo na tym 55-km odcinku rzeki jeszcze nie wybudowano wałów. Dzięki temu fala, która dotarła do Wrocławia, była mniejsza. Z kolei wały powyżej Raciborza, które dość ciasno obejmują Odrę, tylko pogorszyły sytuację.
Wały tak jak zapory czy zbiorniki spełniają swoją funkcję, dopóki nie nadejdzie wielka woda. Potem woda po prostu przez nie się przelewa. A jeśli nawet się nie przeleje, to wały - zbudowane przecież z piasku, ziemi - po kilkunastu godzinach zaczynają przesiąkać i w końcu woda je przerywa. Przez taką wyrwę w wale woda wdziera się z siłą i szybkością górskiej rzeki, wtedy nie ma czasu na ewakuację, na ratowanie dobytku, który wał miał ochronić.

Twierdzi Pan, że wały i zapory mogą przyczyniać się do zwiększenia strat. To chyba dość naciągana teoria.

- To nie jest moja teoria. Po tragicznej powodzi w 1993 r. w USA Biały Dom powołał specjalną komisję, która miała wskazać, dlaczego doszło do tak ogromnych strat. Komisja stwierdziła, że przyczyniły się do tego budowle hydrotechniczne, które dały ludziom złudne poczucie bezpieczeństwa. Podobne stwierdzenia można znaleźć w raporcie Światowej Komisji ds. Zapór, nad którym pracowali najlepsi specjaliści. Ludzie bardzo wierzą w siłę wałów i zapór. Ta wiara powoduje, że budują w dolinach rzecznych. Potem przychodzi katastrofalna powódź, wały i zapory zawodzą, straty są olbrzymie, więc buduje się jeszcze więcej wałów i zapór, ludzie znów czują się bezpiecznie i znów budują, i znów przychodzi powódź. W latach 70. obwałowano dolinę dolnego Bugu między Małkinią a Szuminem. Powstało prawie 90 km obwałowań po obu stronach rzeki. Przed powstaniem wałów tamtejsza ludność budowała domy na tzw. terpach, naturalnych lub sztucznych wzniesieniach. Gdy nadchodziła powódź, nawet bardzo wielka, budynki pozostawały nietknięte. Jedyne utrudnienie, jakie mieli rolnicy, było natury komunikacyjnej, zresztą niewielkie, bo każdy miał przy domu łódkę. Gdy tylko powstały wały, ludzie poczuli się bezpiecznie i zapomnieli o swoich terpach. Domy zaczęły powstawać na terenach, które kiedyś były zalewane. To jest właśnie złudne poczucie bezpieczeństwa, które dają nam budowle hydrotechniczne. Ale to jeszcze nie wszystko: kiedy projektowano te wały nad Bugiem, została przeprowadzona symulacja, z której wynikało, że gdy wały wreszcie staną, poziom wody podczas wysokich wezbrań podniesie się od 170 cm w okolicach Małkini do 140 cm w okolicach Szumina. Są to w terenie nizinnym bardzo poważne wzrosty powodujące w przypadku przerwania wałów zwiększenie zasięgu zalewów powodziowych o tysiąc i więcej metrów. Wyniki te były znane projektantom i niestety nie zapobiegły realizacji obwałowań. Poza tym utrzymywanie setek kilometrów wałów w przyzwoitym stanie kosztuje ogromne pieniądze. Wały odgradzają wodę od człowieka, odsuwają ją, a znacznie sensowniej i taniej byłoby odsunąć człowieka od wody.

Przecież to zupełnie wbrew historii. Człowieka zawsze ciągnęło do wody. Najwspanialsze cywilizacje, miasta powstawały nad rzekami.

- To prawda, ale te cywilizacje dobrze radziły sobie z wylewami, nie próbowały ujarzmić rzek. Dla starożytnych Egipcjan wylewający Nil był dobrodziejstwem, podobnie zresztą jak Bug dla mieszkańców jego doliny, którzy przed obwałowaniem rzeki mieli znakomite plony traw na zalewanych terenach. Wszyscy jednak wiedzieli, że z rzeką nie ma żartów.

A miasta powstające nad rzekami: Paryż, Londyn, Warszawa?

- Te miasta, a właściwie ich stare centra, wcale nie leżą bezpośrednio nad rzekami. Warszawskie Stare Miasto jest położone przecież na wysokiej skarpie. A jak jest usytuowany Wawel? Na wzgórzu. Podobnie na wzniesieniu położona jest najstarsza część Opola, miasta którego nowsze dzielnice bardzo ucierpiały w 1997 roku. Średniowieczny Wrocław też był położony powyżej znanego wówczas poziomu wody zalewowej, na wzniesieniach w zakolu Odry. Od strony rzeki otoczono go fosą. W czasie powodzi woda wdzierała się do fosy, zatapiając osiedla biedoty położone za murami miasta.

Z czasem jednak miasta rozrastały się i wkraczały na tereny zalewowe - niektóre części Warszawy były kiedyś wiślanymi wyspami. Wystarczy wymienić takie nazwy jak Kępa Potocka czy Saska Kępa - słowo "kępa" oznacza wyspę.

Proponuje Pan przenieść gdzieś Saską Kępę?

- Ależ nie - ani Saskiej Kępy, ani katedry w Kolonii nie da się przenieść. Filozofia odsuwania człowieka od wody powinna dotyczyć przyszłych budowli. Nie powinno się budować na terenach zalewowych, a jak się buduje, to właściciele takich budynków muszą wiedzieć, czym to grozi. Na takich terenach mogą powstawać tereny rekreacyjne, ale nie osiedla. W czasie powodzi w 1997 r. pewien polityk powiedział, że ludzie powinni byli wcześniej ubezpieczyć swój majątek. Ta wypowiedź wywołała burzę, jednak polityk miał rację, choć może powiedział to w złym momencie. Zamiast inwestować ogromne pieniądze w wały i zbiorniki, powinniśmy raczej unikać strat, chociażby właśnie ubezpieczając się i budując tak, by woda, jeśli przyjdzie, poczyniła jak najmniejsze zniszczenia. Przydałby się też sprawny system ratowniczy, który powoli powstaje. Po 1997 w oparciu o pożyczkę Banku Światowego przystąpiono do generalnej modernizacji systemu prognoz hydrologiczno - meteorologicznych IMGW. System ten istniał w czasie powodzi 1997 roku, ale ze względu na wieloletnie niedofinansowanie, IMGW był oparty wyłącznie na pracy obserwatorów i łączności telefonicznej i radiowej. Co zrozumiałe, zarówno czynnik ludzki jak i sama łączność sprawiały, że był dość zawodny. Teraz będzie to system automatyczny, całkowicie skomputeryzowany. Użyte mają też być efektywniejsze modele meteorologiczne wykorzystujące informacje z radarów i czujników burz. Pozwoli to na skuteczniejszą ewakuację ludzi i części mienia z terenów zagrożonych. Ale to jeszcze nie wszystko. Ludziom żyjącym na terenach zalewowych trzeba to uświadomić. Oni muszą wiedzieć, gdzie żyją i że kiedy przyjdzie taka potrzeba powinni natychmiast opuścić swoje domy. Jest to szczególnie ważne, bowiem dotychczas mieszkańcy terenów zagrożonych nie byli uświadamiani o zagrożeniu, a wręcz odwrotnie - wmawiano im często, że budowane wały i zbiorniki likwidują zagrożenia. Zresztą - wracając do sprawy przesuwania miast - był taki przypadek: w 1972 r. obfity deszcz wystąpił w górskiej zlewni rzeki Rapid Creek w Dakocie Południowej. W ciągu ośmiu godzin spadło od 300 do 430 mm. Największe natężenie opadu zaobserwowano w zlewni rzeki poniżej zbiornika - nie mógł on więc przechwycić całej fali powodziowej. Fala o olbrzymiej sile w kilka godzin dotarła nocą do miasta Rapid City. Zginęło 239 osób, zniszczonych lub uszkodzonych zostało 1500 domów mieszkalnych oraz kilkaset obiektów przemysłowych. Z tej katastrofy władze wyciągnęły właściwy wniosek - teren zalewowy nie jest odpowiednim miejscem do mieszkania i do pracy. Podjęto decyzję o wykupieniu gruntów w terenie zalewowym, przesiedleniu mieszkańców i przeniesieniu przedsiębiorstw na nowe, położone wyżej miejsca. Lokalizację zmieniło 1100 domów i 157 przedsiębiorstw. Oczyszczono obszar długości 8 km wzdłuż rzeki i szerokości czterech kwartałów ulic. Powstał tam park i boiska sportowe.
Oczywiście w Polsce nie da się tak przesuwać miast. Jednak zamiast próbować chronić każdą wioskę i każde pole, wszystkie dostępne środki techniczne - wały z systemem odwadniania, kanały, ulgi czy poldery - powinniśmy skoncentrować właśnie na ochronie miast i centrów przemysłowych. Tam, gdzie skupiska są niewielkie, ludzie powinni usunąć się z terenów zalewowych albo nauczyć się na nich żyć - zamiast co roku zatykać coraz bardziej dziurawe wały.

Jednak skąd przeciętny człowiek ma wiedzieć, gdzie jest teren zalewowy?

- Wyznaczanie takich obszarów powinno być obowiązkiem władz i stosowne działania podjęto już po powodzi 1997 roku, korzystając z pożyczki Banku Światowego. Dla większych rzek powstają mapy takich terenów. To oczywiście kosztowne, ale nie aż tak jak obwałowania na całej długości rzeki. Problem jednak w tym, że trudno się to przekłada na plany zagospodarowania przestrzennego. Nawet obecnie władze mogłyby na podstawie map i istniejącego prawa ograniczać zabudowę terenów zalewowych, ale na ogół tego nie robią.

No właśnie jeśli to, co Pan proponuje, jest takie oczywiste, to dlaczego - poza nielicznymi wyjątkami - wszyscy chcą budowy zbiorników i wzmacniania wałów? Jakoś nie słychać, by ktoś w Polsce chciał stosować się do zasady odsuwania człowieka od wody.

- Zasada odsuwania człowieka od wody jest z trudem wdrażana na całym świecie. Ludzie, nie tylko w Polsce, oczekują od państwa, że stworzy im warunki do bezpiecznego życia, a w przypadku klęski przyjdzie z pomocą. Są to uzasadnione oczekiwania, natomiast pogląd, że pełne bezpieczeństwo można osiągnąć budując wały i zbiorniki jest szkodliwą technokratyczną utopią. Państwo musi chronić życie ludzi poprzez informacje, edukację i budowę sprawnych systemów ratownictwa, natomiast ochrona mienia (może za wyjątkiem skarbów kultury) powinna być oparta na rachunku ekonomicznym. Trzeba przerwać "błędne koło ochrony przeciwpowodziowej" wynikające z beztroskiego inwestowania na terenach zalewowych w przekonaniu, że państwo - to znaczy ogół podatników - pokryje ewentualne szkody. O ile wiem tylko w Anglii nie zaliczono ochrony przed powodzią do obowiązków państwa, pozostawiając rozwiązanie problemu odszkodowań za straty materialne towarzystwom ubezpieczeniowym. A dlaczego tak trudno jest walczyć z technokratycznymi poglądami? Odpowiedź jest prosta: bo to wielu wpływowym lobby nie na rękę. Jeżeli wskażemy tereny zalewowe, uświadomimy ludziom, że budowanie tam jest ryzykowne, że wały i zbiorniki nie są wystarczającym zabezpieczeniem, to nieruchomości na takich terenach stracą na wartości. Gdyby jeszcze doszły do tego obowiązkowe ubezpieczenia, to momentalnie taki teren stanie się mniej atrakcyjny do inwestowania. Poza tym właściciele terenów i nieruchomości, które utracą wartość wskutek zaliczenia do obszarów zagrożonych, mogą domagać się odszkodowań od władz ustalających te obszary. To nie jest na rękę lokalnym władzom, które stracą dochody z podatków i być może zostaną zmuszone do wypłaty odszkodowań. Nie jest to również korzystne dla olbrzymiej armii ludzi, którzy żyją z projektowania, budowania i utrzymywania zbiorników i wałów. To lobby, które powstawało na całym świecie przez ostatnie dwa wieki, jest silnie krytykowane w ostatnich latach przez ekologów, ale również przez ekonomistów i niektórych polityków. Dostrzeżono bowiem mechanizm "błędnego koła ochrony przeciwpowodziowej" powodujący, że publiczne wydatki na ochronę przeciwpowodziowa, to worek bez dna. Wielka powódź jest dla tych środowisk jedyną skuteczną okazją, aby sięgnąć do kieszeni podatników. Takie inwestycje to ogromne pieniądze, i to łatwe pieniądze - bo kto będzie stało się niezwykle wpływowe i ma wiele do stracenia. Takie inwestycje to ogromne i to łatwe pieniądze - bo kto będzie żałował na ochronę życia ludzi? Urzędnicy i politycy nie grzeszą nadmiarem wyobraźni. Z przerażeniem patrzyłem, gdy po powodzi w 1997 r. we Wrocławiu zaczęto rozbudowywać i budować nowe osiedla na terenach, które dopiero co zostały całkowicie zalane. Wcześniej zabudowano poldery, które powstały po powodzi w 1903 r. Dlaczego? Bo od tego czasu nie zdarzyła się tam żadna większa powódź. Wrocławianie zapomnieli, że taki kataklizm jest nieprzewidywalny - tak jak trzęsienie ziemi. No i stało się. Powódź w 1997 r. była dwa razy większa niż katastrofalna powódź w 1903 r. Władze samorządowe zapewniają, że nie ma się czym martwić, bo ktoś wyliczył, że taka powódź jak w 1997 r. może zdarzyć się raz na dziesięć tysięcy lat, a do tego czasu na pewno coś się wymyśli. To bzdurne wyliczenia, ale sumienie urzędnika, polityka jest spokojne - dziesięć tysięcy lat, ba, nawet 150 lat to wiele razy więcej niż każda kadencja. A wielka powódź może przyjść za 50 lub za 100 lat, ale równie dobrze może się zdarzyć jeszcze tego lata. Nikt tego nie potrafi przewidzieć.

Nie przypadkiem w Polsce Odra jako rzeka bardziej uregulowana niż Wisła częściej wylewa, powodując także większe szkody, szczególnie na obszarach "uregulowanych" i obwałowanych, które (jak np. w Krośnie Odrzańskim) kiedyś były terenami zalewowymi, a następnie (wbrew logice i prawom przyrody) zostały zabudowane...starsza zabudowa (rozsądnie usytuowana na skarpach i wyniesieniach przeważnie pozostaje bezpieczna...(www.zieloni.w.pl )

Rzeka, przyroda i ludzie, czyli jak się robi powódź www.fzgo.eko.org.pl/new/articles.php?id=21

Początek wspólnej historii

Odra przed tysiącem lat płynęła w szerokiej dolinie, tworząc liczne zakola wśród bagien i lasów łęgowych. Szerokość naturalnej doliny Odry wynosi od kilku kilometrów w górnym i środkowym biegu do kilkunastu poniżej ujścia Warty. Nurt rzeki meandrował i zmieniał bieg na całej szerokości doliny.

W XIII w. Zaczęto budować wały w dolinie Odry, głównie dla ochrony gruntów ornych. Budowano chaotycznie, każdy właściciel gruntów usiłował chronić swój teren, nie oglądając się na sąsiadów i na zachowanie rzeki po obwałowaniu.

Eskalacja konfliktu

Po powodzi w 1736 roku podjęto próby uporządkowania tej działalności. Władze zarządziły wówczas wzmocnienie wałów i podniesienie korony o jedną stopę ponad maksymalny stan wody. Równocześnie jednak robiono przekopy odcinające zakola rzeki i skracające jej długość. W wyniku tego z pierwotnej długości 1020 km skrócono rzekę do obecnych 860 km. Na odcinku od Krapkowic do ujścia Nysy Kłodzkiej skrócono bieg rzeki o 14,7%. Po jeszcze większej powodzi 1785 r zarządzono podniesienie korony wałów o 2 stopy ponad stan najwyższy.

Wkrótce zauważono, że woda kpi sobie z ludzi - skracana i obejmowana coraz wyższymi wałami osiągała kolejne rekordy fali wezbraniowej. W dodatku skracanie jej biegu bieg powodowało zwiększenie spadku podłużnego i szybszy spływ wód w dół rzeki, aż do momentu zerwania wszystkich zabezpieczeń i rozlania się po dolinie. W dodatku prowadzone w XVIII i XIX wieku prace regulacyjne spowodowały skrócenie czasu przebiegu fali Odry źródłowej, wskutek czego wezbrania lewobrzeżnych dopływów mogły nakładać się na czoło fali Odry i w efekcie zagrożenie powodziowe Opola, Brzegu, Oławy i Wrocławia ciągle wzrastało. Powodzie 1897, 1902 i 1903 r potwierdziły słuszność tej diagnozy i wymusiły podjecie kolejnych inwestycji przeciwpowodziowych.

Kompromis z rzeką

Według tego programu wykonano skomplikowany Węzeł Wodny Wrocławia, który miał zapewnić bezpieczne przejście przez miasto kulminacji fali powodziowej rzędu 2400 m/s, oszacowanej na tyle dla powodzi 1903 roku. Wybudowano do 1933 roku zbiorniki Pilchowice, Turawa i Otmuchów oraz kilkanaście zbiorników mniejszych na sudeckich dopływach Odry, w tym 12 suchych. Oddano też rzece część jej dawnej przestrzeni - wybudowano 16 polderów o łącznej pojemności 167 mln m, z czego 10 polderów o pojemności 66,7 mln m powyżej Wrocławia. Wybudowano kanały ulgi w Opolu i Raciborzu, przebudowano wiele odcinków obwałowań.

W czasach PRL wybudowano zbiorniki Nysa, Mietków i Dobromierz, jednak z drugiej strony ważne elementy poniemieckiej infrastruktury przeciwpowodziowej, jak poldery i kanały ulgi, zostały zaniedbane. Od czasów powojennych do dziś poldery nie były wykorzystywane zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Zostały zagospodarowane rolniczo, niektóre zabudowano.

Bezpieczeństwo czy barki

Inną przyczyną wzrostu zagrożenia powodziowego w dolinie Odry było przystosowywanie rzeki do rozwijającej się z biegiem lat żeglugi. O ile w XIII w. po Odrze pływały łodzie 10-tonowe, w roku 1859 już barki 100-tonowe. Wzrost przewozów i wyporności taboru wymagała zapewnienie odpowiednich głębokości żeglownych. Miała temu sprzyjać regulacja na średnią wodę przez zwężenie koryta ostrogami faszynowymi. W końcu XIX- początku XX wieku skanalizowano odcinek od Koźla do Wrocławia przez budowę 22 niskich stopni piętrzących zapewniających głębokość minimalną 1,4 m.

W roku 1890 przewozy żeglugi na Odrze wzrosły do 2 mln ton rocznie, a nośność barek- do 450 ton. W 1937 r. przewozy osiągnęły 4,5 mln ton. Przed II Wojną Światową rząd niemiecki planował przekształcenie Odry w drogę wodną dla barek 1000-tonowych. Przewozy żeglugi na Odrze w 1982 roku szacowano na 6,4 mln ton.

Wybudowane w latach 1903-1933 zbiorniki Turawa, Dzierżno i Otmuchów służyły do podtrzymywania głębokości żeglownych podczas niżówek na Odrze, spełniały też funkcje przeciwpowodziowe.

W ciągu ostatnich 50 lat dla potrzeb żeglugi wybudowano stopień wodny w Brzegu Dolnym, przebudowano 6 starych stopni, wybudowano zbiorniki Nysa, Mietków i Dobromierz, służące również dla ochrony przed powodzią, kontynuowano prace regulacyjne i budowę obwałowań.

Sprzeczne priorytety

Spojrzenie w przeszłość nasuwa uwagę, że cele stawiane przez ludzi przy podejmowaniu omawianych działań na Odrze były osiągane tylko na krótko; niekiedy skutki działań okazywały się odwrotne od zamierzonych, np. skracanie biegu rzeki zwiększyło zagrożenie powodzią. Zmieniały się tez priorytety zamierzeń. W okresie XIII-XVIII w. priorytetem była ochrona przed powodzią, chaotyczna i nieskuteczna zresztą. Następnie priorytetem był rozwój żeglugi powodujący prostowanie koryta rzecznego i nadawanie mu zwartego przekroju poprzecznego. Powodowało to szybszy spływ fali powodziowej i nakładanie się fali Odry i jej dopływów, a więc zwiększenie zagrożenia powodziowego. Okazywało się więc, że poszczególne cele są ze sobą sprzeczne, jednak optymalnego rozwiązania nie znaleziono. Podobnie było w czasach PRL. Początkowo priorytetem była ochrona przed powodzią gruntów rolnych, skutkiem czego było m.in. intensywne zagospodarowanie rolnicze polderów odrzańskich i budowa lub umacnianie wałów powyżej Opola i Wrocławia, co zwiększyło zagrożenie powodziowe tych miast. W latach siedemdziesiątych nadano priorytet żegludze, z podobnym skutkiem. Równocześnie następował intensywny rozwój urbanistyczny miast w kierunku rzeki, a więc narastanie potencjału szkód powodziowych.

Program dla Odry 2006

Spodziewaliśmy się, że głośny program uwzględni te doświadczenia i wskaże drogę kompleksowych rozwiązań dotyczących współżycia ludzi z wielką rzeką, realizowanych w Niemczech (Ren) czy USA (Missisipi). Niestety, w programie tym ochrona przeciwpowodziowa nie jest priorytetem (choć w mediach tak właśnie się go przedstawia, a tych, którzy wyrażają się o nim nie dość entuzjastycznie oskarża się o powodowanie zagrożenia dla tysięcy ludzi). Priorytetem działań ujętych w tym programie pozostaje żegluga i jej rozwój do niedorzecznych rozmiarów. Natomiast sprawy takie, jak umożliwienie zalewania polderów czy wprowadzenie systemu ubezpieczeń dla ludzi żyjących w zagrożeniu powodziowym, nie są rozwiązane.

Życie w suchej (czasem) dolinie

W ciągu ostatnich 50 lat nastąpił gwałtowny wzrost zabudowy i zainwestowania na terenach zwiększonego ryzyka w dolinach wielkiej wody, tj. tam, gdzie głębokość zalewu powodziowego sięgała kilku metrów, a prędkość wody była około 1 m/s i więcej. Wielkie osiedla mieszkaniowe powstały na tych terenach we Wrocławiu, Opolu, Nysie i Raciborzu. Wiele wsi i mniejszych miast kroczyło z zabudową na te tereny. Niektórzy autorzy i przedstawiciele władz uważali ten proces za dobroczynny efekt wykonywanych inwestycji hydrotechnicznych. Podstawą takich decyzji była wiara w skuteczną ochronę przed powodzią przez wały i zbiorniki. Wiara ta okazała się złudna, a skutki katastrofalne.

W wielu przypadkach najpierw inwestorzy wkraczali z zabudową na tereny zalewowe, a następnie wymuszali na władzach budowę lub umacnianie wałów. W ten sposób rozkręcało się błędne koło: ochrona - zabudowa - straty; większa zabudowa - większe starty itd. Ostatnia powódź dostarczyła licznych przykładów ilustrujących ten proces.

Ochrona przed powodzią, pomimo licznych deklaracji władz i ogłaszania planów, pozostawała nieskuteczna. Każda wielka powódź w okresie powojennym dawała temu świadectwo.

Czym mogą być poldery?

W czasach PRL poldery zasiedlono lub zagospodarowano rolniczo, a urządzenia do sterowania przepływem przez nie wody uległy zniszczeniu. W rezultacie budowle te nie spełniły swego zadania, tj. nie obniżyły maksymalnych poziomów wody w Raciborzu, Brzegu, Opolu, Wrocławiu i innych miastach nad górną Odrą.

Według oceny Hydroprojektu z 1987 r. system polderów górnej Odry został uznany za mało efektywny ze względu na małe możliwości obniżania kulminacji fal powodziowej. Ocena ta różni się od poglądów innych specjalistów uważających poldery za istotny element systemy ochrony przeciwpowodziowej pod warunkiem zaopatrzenia polderów w urządzenia do sterowania dopływem wody, aby polder nie napełnił się przedwcześnie. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że gdyby te urządzenia były sprawne i zostały uruchomione we właściwym czasie, rozmiar szkód byłby mniejszy (jednak zalania Opola i Wrocławia nie można było i tak uniknąć, ponieważ przepływ maksymalny Odry był znacznie wyższy od przyjętego w projekcie zwymiarowania owych budowli).

Przywrócenie funkcji retencyjnej nadodrzańskim polderom jest szansą na pogodzenie wymogów ochrony przeciwpowodziowej z ochroną przyrody. W ustawie Prawo Wodne znajdują się anachronizmy w rodzaju zakazu nasadzania drzew na międzywalu oraz nakazu usunięcia drzew i krzewów w razie dokonania takiego nasadzenia. Sformułowania takie są sprzeczne z konwencjami międzynarodowymi podpisanymi i ratyfikowanymi przez Polskę (np. Konwencja Berneńska, Konwencja o Różnorodności Biologicznej z Rio de Janeiro). Pozostaje to również w sprzeczności z tzw. środowiskową dyrektywą Unii Europejskiej nakazującą objęcie szczególną ochroną przyrody dolin rzecznych. Zapisy ustawy Prawo Wodne powodują, że międzywala rzek są w porównaniu ze swym potencjałem przyrodniczym bardzo ubogie. Poldery, które według ustawy Prawo Wodne nie są terenem międzywala, mogą odgrywać dużą rolę dla zachowania dawnych wartości przyrodniczych dolin wielkich rzek. Mogą się na ich terenie znajdować cenne i zanikające ekosystemy wymagające okresowych nawodnień, takie jak torfowiska, podmokłe łąki, olsy, lasy łęgowe. Wówczas obok pełnienia swych przeciwpowodziowych funkcji, będą one odgrywały ważną rolę w ochronie przyrody.

Zapraszam do dyskusji i nadsyłania opinii na ten temat - e-mail: fzbialystok@wp.pl (opinie moderowane przez www.zieloni.w.pl)

Od: Do: FZ BIALYSTOK (WP) (fzbialystok@wp.pl) Wysłane: Temat:

Nie ma jeszcze żadnej opinii na ten temat.

PYTANIA DOTYCZĄCE INFORMACJI I PORAD NA TEMAT EKOLOGII, OCHRONY ŚRODOWISKA, CYWILIZACJI, ZDROWIA, SPOŁECZEŃSTWA, CYWILIZACJI, ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU PROSIMY KIEROWAĆ DO: Stowarzyszenie Federacja Zielonych w Białymstoku SIEDZIBA: ul. Rumiankowa 14/4 15 - 665 Białystok tel. (085) 66 11 434 BIURO: ul. Rumiankowa 20, 15 - 665 Białystok tel. (085) 66 11 812 ("ZIELONY TELEFON FEDERACJI ZIELONYCH") e - mail: fzbialystok@wp.pl

Zostań członkiem wspierającym Stowarzyszenia Federacja Zielonych w Białymstoku: wpłać składkę (20 pln) lub dowolną darowiznę (najlepiej przelewem na konto Stowarzyszenia: BANK OCHRONY ŚRODOWISKA ODDZIAŁ W BIAŁYMSTOKU nr r-ku: 24-1540-1216-2001-4405-0412-0001), otrzymasz ulotki, plakaty, foldery, nalepki, kolorowanki, biuletyny, koszulki itp.

Jeśli chcesz aktywnie zaangażować się w prace Stowarzyszenia Federacja Zielonych w Białymstoku po próbnym okresie członkowstwa wspierającego możesz zostać członkiem zwyczajnym: brać udział w szkoleniach, wycieczkach, praktykach, stypendiach, stażach, uzyskać możliwości pracy, (tworząc lokalny odział Stowarzyszenia Federacja Zielonych) doradztwa, nauki...

Zawarte powyżej stwierdzenia są subiektywnymi opiniami autorów, których ocenę i wiarygodność pozostawiamy czytelnikowi. Prezentujemy je zgodnie z prawem do swobody wypowiedzi i wolności posiadania własnych przekonań i poglądów. Zastrzegamy, że z tego powodu nie ponosimy jakiejkolwiek odpowiedzialności za faktyczne i domniemane szkody spowodowane (jakoby) poprzez przedstawienie tych subiektywnych przekonań i poglądów. W razie jakichkolwiek wątpliwości ZAMIESZCZAMY SPROSTOWANIA. KOPIOWANIE, REPRODUKOWANIE, POWIELANIE I WYKORZYSTYWANIE CZĘŚCI LUB CAŁOŚCI INFORMACJI ZAWARTYCH W TYM DOKUMENCIE W FORMIE ELEKTRONICZNEJ. MECHANICZNEJ CZY JAKIEJKOLWIEK INNEJ BEZ PISEMNEJ ZGODY WYDAWCY JEST ZABRONIONE I PODLEGA OCHRONIE PRAWA AUTORSKIEGO. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE - RAFAŁ KOSNO I STOWARZYSZENIE FEDERACJA ZIELONYCH W BIAŁYMSTOKU (C) 2004 r. KOPIOWANIE, POWIELANIE W JAKIKOLWIEK SPOSÓB I W JAKIEJKOLWIEK FORMIE CAŁOŚCI LUB CZĘŚCI (W TYM TEKSTÓW, ZDJĘĆ, GRAFIK, WYKRESÓW, DANYCH ITD.) WYŁĄCZNIE PO UZYSKANIU PISEMNEJ ZGODY.